Beskidy,  Góry,  Korona Gór Polski,  Polska

Zimowe wejście na Babią Górę

A to ciekawostka

Mówi się, że najwyższy szczyt całych Beskidów Zachodnich to Babia Góra, nawet w książeczce Korony Gór Polski jest tak napisane. Jednak formalnie rzecz biorąc, Babia Góra to masyw z kilkoma wierzchołkami, a najwyższym jest Diablak (1725 m n.p.m.). Właśnie przy tabliczce z takim napisem robi się fotę na szczycie.

Kliknnij na mapkę, aby zobaczyć przebieg trasy

Zimowe wejście na Wielką Raczę, to mój pierwszy trekking po Beskidach. Maiłam warun żyletę, piękne widoki i totalne zauroczyłam się tymi górami. W poście napisałam też, że w trwającym aktualnie sezonie zimowym, chciałabym wejść na najwyższy szczyt w Beskidach Zachodnich. Oto jestem. Nie trwało to za długo, konkretnie trzy tygodnie.

Pewnie to nie tylko moja przypadłość (chce w to mocno wierzyć), że maniakalnie obserwuje pogodę. Jak tylko widzę, że będzie sztos, to już jest alert, góry dzwonią i koniec, klapki na oczach i ryje jak ta nornica gdzie by tu tym razem. Dobra, jak nornica ryje cały czas, w sumie do tego stopnia, że znam na pamięć trasy i podejścia. Ale oczywiście zawsze mapkę mam ze sobą, a nawet dwie. Każdy ma swoje małe fanaberie górskie.

Panoramka z ninja

Do przełęczy

Na samym początku krótka informacja dla zmotoryzowanych. Samochód można zostawić na parkingu tuż przy wejściu na szlak. Parking jest płatny, stoi tam biletomat, opcja płatności kartą jest nieintuicyjna i trzeba trochę pogrzebać. Polecam mieć bilon, 10pln/dobę i nie mieć problemu.

Z tego miejsca do schroniska jest jakaś godzinka, max półtorej. Ścieżka biegnie w lesie, jest szeroka i bardzo łagodnie się wznosi. Nawet przy takiej łatwości, w przypadku oblodzenia mogą się przydać nakładki z kolcami lub raczki.

Panoramka z przełęczy

Na wysokości schroniska warto już założyć raki. Zwiększa to bezpieczeństwo i komfort trekkingu. Niemniej jednak, śmiałków w trampkach nie brakowało.

W letnim sezonie na szczyt prowadzi jednokierunkowy szlak żółty, w zimie jest on zamknięty, co nie znaczy, że nie jest wydeptany. Postanowiłam że wejdę i zejdę tą sama drogą , ze schroniska skierowałam się na szlak czerwony. Na początku biegnie on dalej w lesie, a im bardziej w las, tym kąt wzniesienia jest większy. Odcinek wyjścia z lasu, a następnie podejście do przełęczy było strome i wyślizgane.

Tak naprawdę za plecami ciągle towarzyszyły mi piękne widoki, jednak dokładnie mogłam się przyjrzeć dopiero na wysokości przełęczy. Jest tam wypłaszczenie i punkt widokowy.

Punkt widowoy na przełęczy

Na szczyt

Powyżej przełęczy przestrzeń jest otwarta. Od tego miejsca już nic mnie nie osłaniało od wiatru, który był coraz silniejszy, a odczuwalna temperatura niższa. W takim przypadku, oczywiście obok przemyślanego ubioru ważne jest tempo podejścia. Nie można doprowadzić do wyziębienia organizmu, trzeba się ruszać.

Iść, cięgle iść

Po osiągnięciu wysokości przełęczy, kolejny długi odcinek wznosi się o wiele łagodniej. Podczas trekkingu miałam czas żeby chłonąć Beskidy, a widoki były przepiękne. Ślad prowadził przez białą ogromną przestrzeń, czasem jednak blisko zbocza. W połączeniu z porywistym wiatrem, szczególna ostrożność była wskazana. Momentami podmuchy były tak silne, że szłam zygzakiem.

Piękna przestrzeń

Podczas podejścia, na jakiś czas, wierzchołek zasłoniła chmura, która zeszła bardzo nisko. Długo nie widziałam celu i szłam tak po prostu, w obranym wcześniej kierunku. Podmuchy w końcu przegoniły tę chmurę, a przed moimi oczami ukazał się charakterystyczny końcowy odcinek podejścia na szczyt.

Przez cały ten czas wiatr nie ustępował i było mroźnie. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam mała jamkę w śniegu i mogłam chociaż na chwile, osłonić się od wiatru. I tak właśnie giną ludzie w wysokich górach. Pół żartem, pół serio oczywiście. Przyznaję, że było mi dobrze takiej skulonej, w małej bezwietrznej przestrzeni. Zastygłam tak, doskonale wiedziałam, że czeka mnie jeszcze, co najmniej godzina walki z zimnem i silnym wiatrem. Chciałam się wtedy teleportować na piwo do schroniska. Ta miłość bywa trudna. Wstałam i poszłam.

Na szczycie Babiej Góry

Zejście w moim przypadku było więc szybkie, pomimo wspaniałych widoków nie zwlekałam. Czułam, że wiatr jest coraz silniejszy, marzłam i chciałam jak najszybciej ukryć się przed nim w dolince.

W schronisku

Po drodze na Babią Górę od Markowej, na zielonym szlaku znajduje się Schronisko Markowe Szczawiny. Jeżeli tylko logistycznie mogę tak zorganizować wyjazd, to chętnie nocuję w schroniskach. Tak też zrobiłam tym razem. Schronisko ma ten, nazwijmy to, wyższy standard schroniskowy. Nie ma problemu z płatnością kartą. Budynek jest ładny, duży i wyremontowany. W przestrzeni jadalnej jest sporo miejsca i ławek, na barze są smaczne posiłki. Polecam kluski w sosie borowikowym. Szarlotka jest naprawdę dobra, powiedziałabym, że na równi z tą z Murowańca lub nawet trochę lepsza. Jest też półka z książkami, różnymi planszówkami i innymi grami towarzyskimi.

Na szlaku w lesie

Zaplecze sanitarne jest bardzo dobre, przede wszystkim jest czysto, łazienki na piętrze wyglądają na świeżo po remoncie z nowymi sprzętami, świetna sprawa. Udało mi się zaklepać łóżko w pokoju wieloosobowym i byłam zaskoczono tym, że naprawdę było tam miejsce, było czym oddychać. W środku jest ładnie, są obrazki na ścianach i nowe łóżka piętrowe, każde ma swoją półeczkę. W cenie łóżka jest poduszka i koc. Zdecydowanie była to miła i przespana noc w schronisku. Rekomenduję.

Piękne zimowe Beskidy

Obok schroniska jest też Muzeum Turystyki Górskiej, ale w sezonie zimowym było zamknięte.

Zimowe Beskidy to świetna destynacja dla wszystkich. Tak jak w Karkonoszach, podejścia są łagodne, a widoki wspaniałe. Mnie nie zawiodły i pewnie wrócę tu jeszcze nie raz.

Inne trasy na szczyty Korony Gór Polski można znaleźć tutaj.

K.

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *