Dodatkowe atrakcje,  Góry,  Polska,  Wspinaczka skałkowa

Himalaya Base Camp, czyli jak spać w skale

Himalaya Base Camp, poczuj atmosferę himalajskiej ekspedycji

Zawsze chciałam spać w skale. Na samą myśl jestem niezdrowo poruszona. To jest coś tak genialnie pięknego w każdym aspekcie, że nie mam innych słów, pozostaje mi tylko skakać z radości.

Namiastkę tego szczęścia przeżyłam właśnie na Himalaya Base Camp.

Wiszące namioty na skale

Jak tylko dowiedziałam się, o co w tym chodzi, proces decyzyjny trwał może z 5 sekund, szybka piłka, organizacja, tak mam to, bosko.

Obóz był przy kamieniołomie Snozka na terenie Góry Wdżar,  miejsce zaznaczyłam na mapce.

Zaczyna się od rana i kończy rano dnia następnego, a pomiędzy dzieje się właśnie ta magia.

Grupa uczestników to był przekrój różnych ludzi, z większym lub żadnym doświadczeniem górskim. Dlatego Himalaya Base Camp było zorganizowanie w taki sposób, żeby każdy czuł się komfortowo.

Bezbieczeństwo ponad wszystko

Do południa uczestniczyłam w szkoleniu z podstaw ratownictwa w górach. Przy okazji zachęcam do ściągnięcia darmowej aplikacji na telefon RATUNEK i przypominam, że numer alarmowy w górach to 985.

Następnie odbyły się wykłady związane z tematami obozu. Wszystkie aspekty takie jak bezpieczeństwo, sprzęt i dalsza część zajęć, zostały dokładnie omówione.

Najbardziej czekałam na wykorzystanie wszystkiego w praktyce. Oh yeah!

Warsztaty były podzielone na dwie części.

Pierwsza część warsztatów Himalaya Base Camp

Pierwsza część warsztatów to przejście po moście linowym i zjazdy. Most linowy stanowiła lina rozpięta pomiędzy dwoma skarpami kanionu w kamieniołomie.

Most linowy w kamieniołomie

Oczywiście wszystko miało miejsce w kontrolowanych warunkach pod okiem ratowników GOPR. Trasa do przejścia była całkiem długa, rozciągnięta na wysokości ok. 20m. Następnie ćwiczenia zjazdów na GriGri.

Druga część warsztatów Himalaya Base Camp

Druga część warsztatów obejmowała ćwiczenia praktyczne związane z dostaniem się do wiszących platform. Platformy portaledge, to nazwa wiszących w skale namiotów. Szkolenie obejmowało zagadnienia z zakresu bezpiecznej obsługi nowego sprzętu.

Płanieta to przyrząd, który pomógł mi przy wspinaczce po linie. Na płanietę potocznie mówi się małpka. Z góry  zjechałam używając GriGri. Bardzo się ucieszyłam, że mam możliwość ćwiczeń na takim sprzęcie pod okiem instruktorów – himalaistów.

Układ wejścia po linie z wykorzystaniem małpki

Zainteresowana tematem podpytałam o parę ciekawostek z autoratownictwa. Dowiedziałam się też, że wszystkim znana szpejarka ma swoją książkową nazwę, gdzie występuje jako uchwyt sprzętowy. Do podchodzenia na linie, zamiast małpki, można także wykorzystać Węzeł Bachmanna.

Mogłabym tam włazić i zjeżdżać cały dzień, ale po warsztatach czekały kolejne atrakcje.

Węzeł Bachmanna

Wieczorem na obozie

Cena Himalaya Base Camp obejmuje także wyżywienie, które było wegetariańskie, świeże i smaczne. Przypadło mi do gustu. Przez cały czas był także dostęp do ciepłych i zimnych napojów oraz przekąsek.

Po całym dniu ćwiczeń w skale i posiłku przyszedł czas na konkursy. Konkursy z naprawdę cennymi nagrodami. Sponsorami byli Jack Wolfskin oraz Aztorin, całość wspiera też  Petzl.

Nie był to koniec dnia, bo najlepsze miało dopiero nastąpić.

Obóz Himalaya Base Camp

Zanim jednak o spaniu w skale.

Jednym z ważnych dla mnie aspektów wyjazdu była możliwość poznania ludzi gór, himalaistów. Ich opowieści, wyprawy, historie, dokonania to coś niesamowicie inspirującego. Wieczorny pokaz Michała Króla i Marcina Gąsienicy-Kotelnickiego, to był niezły zastrzyk energii. W połączeniu z całym dniem w skale i nocy w namiocie na skale, prawdziwa bomba energetyczna.

Dodam jeszcze, że obaj wspomniani Panowie, w tym samym dniu, jeden po drugim, rozprawili się w najczystszym stylu z projektem Bafomet wycenionym na M14. 

Noc w skale

Wcześniej wspomniałam już o platformach, czyli wiszących namiotach. Wiadomo już teraz, w jaki sposób się do niego dostać. Ale co dalej?

Do góry zabiera się oczywiście najpotrzebniejsze rzeczy, a kilka godzin przed wejściem nie spożywa się już płynów. Plecak wciągany jest osobno na linie, nie trzeba się z nim wspinać.

Nocne wspinanie

Na platformach śpi się w uprzęży z lonżą, którą instruktor wpina do nietykalnego stanowiska. Taki układ pełni funkcję asekuracji śpiącego. Cała reszta szpeju i ubrań także powinna być przymocowana do namiotu. Dynamiczne i nieprzemyślane ruchy nie są wskazane, dobrze jest też w miarę równomiernie rozłożyć masę.

Środek w wiszącym namiocie

Namiot można rozpiąć i spać pod gołym, gwieździstym niebem. Widoki były fenomenalne, a spanie w skale z takimi widokami to prawdziwy sztos.

Pobudka na wysokości

Noc nie była najcieplejsza, ale obudziłam się szczęśliwa, co prawda z kolanem wbitym w plecy, ale wciąż szczęśliwa. Spędziłam noc w wiszącym namiocie na skale, poranek musiał być cudowny.

Później nastąpiło szybkie spakowanie i zjazd na kawę.

Siedzę w wiszącym namiocie

I tak to się właśnie kończy, z ochotą na jeszcze więcej, a ja zdecydowanie nie powiedziałam ostatniego słowa w tym temacie.

Na końcu zwrócę uwagę na to, że uczestnictwo w obozie można połączyć z trekkingiem. Z miejscowości Kluszkowice jest już bardzo blisko w wysokie góry. Propozycje tras opisałam w postach z kategorii Tatry.

K.

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *